IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Kasyno Chapmana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Estelle Bennett
avatar
Liczba postów : 4
Join date : 08/10/2014
Age : 31

PisanieTemat: Kasyno Chapmana   Pon Paź 13, 2014 10:18 pm


Ogromne kasyno należące do jednego z najbogatszych obywateli Wielkiej Brytanii, położone w samym sercu Londynu. Każdego dnia wielu brytyjskich snobów zostawia tutaj sumy pieniędzy, o których większość szarych mieszkańców wysp może jedynie pomarzyć. Są jednak i tacy, którym, o dziwo, fortuna sprzyja nader często.
Zobacz profil autora
http://thespywholovedme.forumpolish.com
Estelle Bennett
avatar
Liczba postów : 4
Join date : 08/10/2014
Age : 31

PisanieTemat: Re: Kasyno Chapmana   Pon Paź 13, 2014 10:58 pm

Estelle wyjątkowo szybko "zadomowiła" się w nowym środowisku. Kiedy tego chciała, potrafiła bowiem być przekonująca, toteż szybko zaskarbiła sobie sympatię właściciela kasyna. W dodatku, jej wiedza z zakresu prawa cywilnego pozwalała na przygotowywanie niekorzystnych dla kontrahentów umów, co prawda legalnych, ale stanowiących swego rodzaju pułapki na tych, którym brakowało obycia w biznesie. W konsekwencji Chapman zdołał jej zaufać jako nowej pracownicy, a nawet wydawało się, że patrzy na nią nie tylko w kategoriach personelu. Tego wieczoru spotkali się w kasynie, a Marcus usilnie nalegał na wspólnego drinka. Jako że pannie Bennett taka propozycja była na rękę, w końcu zależało jej na tym, by jak najbardziej zbliżyć się do podejrzanego jegomościa, zgodziła się bez chwili zawahania. Zamówiła szklankę whiskey z colą, a jej towarzysz zaraz po tym poszedł w jej ślady. Rozmowa, o dziwo, przebiegała naprawdę lekko, swobodnie. Być może nawet ten mężczyzna zrobiłby na agentce dobre wrażenie, gdyby nie to, że ta wiedziała o nim więcej, niżeli mógłby przypuszczać. Chapman sypał subtelnymi dwuznacznościami jak z rękawa, jednak nie minęło nawet pół godziny, kiedy odebrał jakiś ważny telefon i przeprosił Elle, opuszczając swoje największe, londyńskie kasyno.
Dziewczyna stwierdziła, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Flirtowała z Marcusem tylko dlatego, że jej praca polegała na zdobyciu informacji i dowodów na winę tego człowieka. Zaś niewątpliwie właściciel kasyna chętny był do kolejnego spotkania, co zresztą, oznajmił jeszcze przed wyjściem, więc nie było powodów do zmartwień. Panna Bennett usiadła wygodniej na jednym ze stołków przy barze i sączyła drinka, ciesząc się z chwili spokoju, z dala od szemranych typów, którzy najwyraźniej myśleli, że zaskarbią sobie jej serce.
Zobacz profil autora
http://thespywholovedme.forumpolish.com
James O'Donnel
avatar
Liczba postów : 2
Join date : 13/10/2014

PisanieTemat: Re: Kasyno Chapmana   Pon Paź 13, 2014 11:34 pm

Czym by było życie bez ryzyka? Przygoda wydawała się być najlepszym pokarmem, a adrenalina napojem, który napędzał serce do pracy. Czasami James zastanawiał się, czy faktycznie w jego żyłach płynie krew, czy może to mieszanka hormonu, alkoholu i benzyny. Ryzyko. Dobry trunek. Samochody. Jeśli dodać do tego seks i trochę cyber zabawek, to można już mówić o planie doskonałym. Każdego dnia działo się coś nowego. Dostawał nowe zadanie. Zawsze odbywało się to tak samo. Koperta. Zebrane informacje. Przenośny dysk. Przejście do działania. Nie było czasu na rozpamiętywanie, domysły, snucie planów. W tym samym momencie wychodził, wkładał kluczyki do swojego Astona Martina i jechał w kierunku celu. Tak było i teraz, chociaż misja zakładała wykonanie długoterminowe. Dopiero niedawno udało mu się wkręcić w środowisko objęte despotyczną władzą Champana. Był znanym multimiliarderem. Nie bez powodu, każdy, kto zajmował się całym rynkiem hazardowym nie mógł narzekać na brak kasy. Jednak nie to było w nim najgorsze. Mężczyzna miał brudne ręce i to nie tylko od prania pieniędzy, ale i od wielu dziwnie wyglądających spraw. To był jego cel. Podchodzić Marcusa powoli i dyskretnie, wykradać dane z jego osobistych komputerów, by ostatecznie go zdemaskować i wysłać tam, gdzie jego miejsce. I wcale nie była to mowa o więzieniu. James swoimi bestialskimi metodami obchodzenia się z nieproszonymi gośćmi, ale także błyskotliwą znajomością systemów informatycznych zaskarbił sobie zaufanie Marcusa na tyle, aby został mianowany szefem ochrony najważniejszego z kasyn, a także miał dostęp do centrali informatycznej. Szczyt marzeń. Dzisiaj O'Donnel miał za zadanie patrolowanie sali, co było zajęciem dość żmudnym i nudnym. Wypatrywał co piękniejsze kobiety na horyzoncie, posyłając im intrygujące spojrzenia, czasami wkręcając się w rozmowę, co z reguły skutkowało wizytówką w kieszeni jego marynarki. Większości i tak nigdy nie przejrzy, ale wypadałoby poznać bliżej jedną z tych z wyższej półki. Widział kątem oka wychodzącego Marcusa. Tak, dojrzał go już wczesniej. Ba, nie spuszczał go z wzroku przez cały wieczór. Nie był zaskoczony, ze przyszedł tu z kobietą. Kojarzył ją niejednokrotnie z widzenia. Chyba niedawno została prawniczka Marcusa? Kto by się tym przejmował. Nie mógł jednak odmówić kobiecie seksapilu i urody, chociaż było coś w jej uśmiechu, tak stonowanym i ironicznym, co podpowiadało mu, że ma o wiele więcej za paznokcami, niż może się wydawać. Lata stażu w tym zawodzie. Marcus wychodząc, prowadząc ściszona rozmowę przez telefon pokazał JAmesowi, by zajął się jego gościem. James tylko skinął głową i udał się wolnym krokiem do stolika. Posłał brunetce lekki uśmieszek, nieco kpiący, ale nadal kulturalny. W jego mniemaniu.
-MAm osobiście dopilnować, aby pani nie uciekła nigdzie szefowi. Chociaż na pani miejscu zrobiłbym to już dawno. -mruknął niskim basem, zadziornie zachrypniętym. Może od nadmiaru alkoholu w jego diecie?
Zobacz profil autora
Estelle Bennett
avatar
Liczba postów : 4
Join date : 08/10/2014
Age : 31

PisanieTemat: Re: Kasyno Chapmana   Sro Paź 15, 2014 7:59 pm

Nie dało się ukryć, że ryzyko wpisane było w ludzkie życie, a adrenalina zachęcała do aktywnego działania, stawała się swego rodzaju motorem. Niektórzy potrzebowali jej mniej, podczas gdy inni celowo pakowali się w tarapaty, byleby poczuć ten powiew grozy. Niewątpliwie jednak, zarówno James, jak i Estelle, należeli do tej drugiej grupy, skoro z własnej woli wybrali tak niebezpieczną pracę. Oboje nie mogli być pewni tego, co przyniesie jutro, kiedy przyjdzie odejść im z tego świata, a mimo wszystko, najwyraźniej czerpali ze swoich zadań satysfakcję, skoro nadal nie myśleli o spokojnej emeryturze. Pannie Bennett przyświecał agenturze jeszcze jeden cel - potrzeba kontroli, poczucia spełnienia i służby względem własnej ojczyzny.
Skłamałaby jednak mówiąc, że nie przyciągają jej uwagi tak błahe przymioty, jak nowy model Walthera, czy też innego rodzaju gadżety zapewniane jej przez MI6. Nawet wolny czas, poza swoją pracą, spędzała na strzelnicy, a broń stała się szybko jej najlepszą przyjaciółką. Można więc powiedzieć, że młoda agentka łączyła przyjemne z pożytecznym, swoje pokręcone, jak na płeć piękną hobby, wraz z służbą Jej Królewskiej Mości. Chociaż bywały też w jej pracy elementy, za którymi nieszczególnie przepadała. Ze względu na to, że była kobietą, często flirtowała ze szpiegowanymi przez władze osobami, byleby uzyskać od nich niezbędne informacje. Wymuszane uśmieszki i słodkie słówka przyprawiały ją często o nieprzyjemne dreszcze, nawet jeżeli Estelle na zewnątrz nie dawała po sobie tego poznać. Dziewczyna nigdy jednak nie przekraczała tej niebezpiecznej granicy, nie używała swojego ciała jako wabika na potencjalnych wrogów, kokietowała, ale z czasem i odpychała. A jeżeli taka zachęta nie wystarczała, zawsze znajdowała inny sposób dla osiągnięcia swoich celów niż łóżko. Nie lubiła chodzenia na łatwiznę.
Wracając jednak do wydarzeń rozgrywających się w kasynie, panna Bennett siedziała właśnie przy barze, popijając drinka, kiedy na stołku obok usiadł mężczyzna, którego ta kojarzyła jedynie z widzenia. Koordynował całą ochroną w londyńskim kasynie Chapmana i zdawał się być niezwykle kompetentnym pracownikiem. Co nie umknęło uwadze Estelle, był także nad wyraz przystojnym typem, który przykuwał spojrzenia wielu przedstawicielek płci pięknej. Nawet ją urzekło przecież coś w jego facjacie. Mimo tego, panna Bennett starała się nie ocieplać w swoich myślach jego wizerunku. W końcu należał do tej całej zgrai, którą ona miała rozpracować.
- Doprawdy? To dlaczego pan jeszcze tutaj siedzi? - mruknęła niechętnie, upijając kolejnego łyka whiskey z colą, choć spojrzała z ciekawością na swojego rozmówcę, próbując wyczytać, co ten miał na myśli, wypowiadając nieprzychylny opinii Marcusa komentarz.
I choć początkowo Elle planowała jak najprędzej zbyć jegomościa, tak po chwili namysłu stwierdziła, że może ta znajomość doprowadzi ją do tego, czego szuka. Niewykluczone przecież, że szef ochrony w kasynach Chapmana miał dostęp do najbardziej tajnych informacji. Być może tego eleganckiego pana nie należało od razu skreślać.
Zobacz profil autora
http://thespywholovedme.forumpolish.com
James O'Donnel
avatar
Liczba postów : 2
Join date : 13/10/2014

PisanieTemat: Re: Kasyno Chapmana   Czw Paź 16, 2014 11:15 pm

Czasami los bywał przewrotny. Kto mógłby się spodziewać, że na jednym parkiecie kasyna znajdzie się aż dwóch specjalnych agentów? Można by rzec, że to o dwóch za dużo. Co innego, gdyby byli z tej samej organizacji i ich zadanie opierało się na ścisłej współpracy. Jednak tak nie było. Panna Bennett reprezentowała MI6, do którego - powiedzmy sobie szczerze - James miał trochę lekceważący stosunek. Nie sądził, aby gromada zapiętych pod szyję ważniaków mogła coś zdziałać na tak kruchym terenie. Ochrona polityki, dyplomatyczne zagrywki... to nie dla Jamesa. Oczywiście to było nieco egoistyczne z jego strony, że opierał się tylko i wyłącznie na stereotypach i opiniach, nigdy nie miał do czynienia z kimś z tamtej organizacji. Tylko niekiedy wchodzili im - NCA - w paradę, co doprowadzało go do szewskiej pasji. Zawsze wciskali nos między framugę, a drzwi. Miał nadzieje, że nie spotka w okolicy kasyna kogokolwiek z tych dyplomatycznych sztywniaków. Śmiał się czasem w myślach, czy oni w ogóle wiedzieli gdzie jest spust pistoletu i czy na pewno kierują go właściwą stroną.
O śledzeniu Marcusa dowiedział się jako jeden z pierwszych. Pochlebiało mu to, że szef wybrał akurat jego. To była niebezpieczna misja, lepiej nie myśleć, jak mogłaby się skończyć, gdyby Marcus nabyłby chociaż cień podejrzeń. Dlatego James przyjął ją bez zastanowienia. Co miał do stracenia? Nie miał praktycznie rodziny, a kolejna dawka adrenalina była jak na wagę złota. Przykładał się do swojego obowiązku. Właśnie dlatego zagadał do panny Bennett. Co nieco o niej wiedział. Była prawnikiem Marcusa, a wiadomo - taki prawnik to skarb, jak potrafi tak gładko wodzić za nos niewinnych klientów Chapmana. Po za tym miała cholernie zmysłowy krok i zgrabne pośladki. Nie uszło to uwadze Jamesa. Nie byłby sobą, gdyby nie połączył przyjemnego z pożytecznym. Może gdyby odpowiednio się zakręcił wokół tej panny, to wyciągnąłby z niej to i owo? Nie tylko krzyk.
Wzrok czekoladowych tęczówek prześlizgnął się zwinnie po ciele kobiety, ale dość dyskretnie. Jej minę i komentarz James zbył uśmieszkiem podjudzonego sarkazmem. Każda taka była na początku. Wcale go to nie dziwiło.
-Cóż, ten buc kazał mi dotrzymać pani towarzystwa, by się przypadkiem pani nie zanudziła. Pani się nie nudzi, ja się nie nudzę, po co więc uciekać przed tym, co nieuniknione, panno Bennett? -zagaił. Wcale nie okazywał zainteresowania jej osobą, chociaż w myślach już zastanawiał się, jak smakuje jej skóra. Nikt nie musiał mu mówić, jak działać na kobiety, by same mu się oddawały. Potrzeba tylko czasu. On go miał aż nadto.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Kasyno Chapmana   

 

Kasyno Chapmana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
Archiwum
 :: Rozgrywki archiwalne :: Szpiedzy
-