IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Most nad rzeką

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Julie London
avatar
Liczba postów : 46
Join date : 07/11/2014

PisanieTemat: Most nad rzeką   Pią Lis 07, 2014 11:58 pm

~~~

Julie czekała na ten koncert od paru miesięcy, a kiedy wreszcie nadszedł ten dzień, cieszyła się, że może oderwać się choć na trochę od swojej pracy. Była świeżo upieczoną panią adwokat w londyńskiej kancelarii, a co za tym idzie, musiała się dopiero wdrożyć w rytm swoich obowiązków. Te zaś okazywały się o wiele bardziej stresujące i męczące, niżeli można było przypuszczać na początku. Na szczęście, tego wieczoru mogła zapomnieć o aktach, o swoich klientach, zająć się tylko sobą.
Pojawiła się w O2 arenie około godziny przed koncertem, by zająć swoje miejsce i zrobić kilka zdjęć samego obiektu. Ludzie powoli się schodzili, a ona spoglądała co jakiś czas na scenę w nadziei, że zza kurtyny wyłoni się jeden z jej ulubionych artystów. Cóż, trudno, żeby panna London, mając takie imię i nazwisko, nie zapałała miłością do jazzu i swinga. Zresztą, samego Buble uważała za cudowne odrodzenie Franka Sinatry i w jakimś stopniu zazdrościła mu talentu. Ona może i potrafiła śpiewać, ale jej głos nie umywał się do największych gwiazd z gatunku tej muzyki.
Michael wreszcie wyszedł na scenę, jak zawsze ubrany w idealnie skrojony garnitur, z szelmowskim uśmiechem na ustach. Od samego początku zabawiał publiczność i puszczał oczko do piszczących pod sceną panien. Julie siedziała nieco dalej, na brzegu pierwszego sektora, co jednak nie przeszkadzało jej zupełnie w przyklaskiwaniu występom artysty, jak i tańcom oraz swawolom. Dwudziestosiedmiolatka nie spodziewała się jednak, że gdzieś w połowie koncertu Buble przejdzie na drugą scenę akurat obok niej i że, co zabawniejsze, przybije jej piątkę. Tak, tak, dziewczę o polskich korzeniach nie mogło się powstrzymać przed wystawieniem mu ręki.
Niestety, wszystko, co piękne szybko się kończy, i tak samo było z niezwykle widowiskowym koncertem. Tak jak na początku, tak i na finale, obok sceny buchnęły ogniste płomienie, a Buble ukłonił się nazbyt na niego skromnie i pocałował podłoże, oddając tym samym szacunek arenie, na której miał okazję zaśpiewać. Julie westchnęła tylko w duchu, żałując, że nie posłucha już ani jednego utworu tej nocy. Mimo tego, nie miała jeszcze ochoty wracać do pustego mieszkania, toteż po opuszczeniu areny, skierowała się nad rzekę. Tam oparła się o balustradę mostu i obserwowała gamę wielkomiejskich świateł oraz garstkę niespłoszonych jeszcze ptaków pływających po tafli wody.
Zobacz profil autora
Michael Bublé
avatar
Liczba postów : 22
Join date : 07/11/2014

PisanieTemat: Re: Most nad rzeką   Sob Lis 08, 2014 12:35 am

Dla niego to był cały świat. Świat, który wbrew pozorom nie kręcił się według niego tylko wokół pieniędzy, sławy i fanek. Tu głównie chodziło o muzykę. Zawsze chodziło o muzykę. To ją pokochał miłością brutalną i bezwarunkową. Reszta była tylko dodatkiem. Nic nie znaczącym, to za dużo powiedziane, bo przecież dzięki kasie mógł opływać w luksusie, ale nadal pozostać przy tym sobą. Fanki... kto nie lubił rzeszy pięknych kobiet, które zrobiłyby wszystko, aby on - Michael Buble - znalazł się między ich ponętnymi nogami. Łechtało to jego samopoczucie. Nie odmówiłby żadnej, lecz zapewne większość z nich uciekło by z krzykiem lub przynajmniej trwałym uszkodzeniem zdrowia psychicznego, gdyby tylko poznały JEGO wersję łóżkowych zasad. Michaelowe serce skrywało ciemną stronę jego upodobań i fetyszy, które mało kto rozumiał. Odbijał sobie to na koncertach. Kochał śpiewać, a w szczególności doceniał stare przeboje starego, dobrego Franka Sinatry. To był rodzaj hołdu w stronę mistrza. Oczywiście Michael musiał to okrasić swoim poczuciem humoru, jak chociażby prwie-udany-moonwalk na zjedźie przy scenie, leniwie puszczone oczko do rozwrzeszczanych fanek czy przybicie piątki komuś z spod sceny.
Sława potrafiłą uderzyć do główy. Lecz najgorszym jej objawem były psychicznie kopnięte fanki i ten nalot ludzi na jego garderobę, auto... gdy tylko koncert się skończył, Michael błyskawicznie udał się na zaplecze, zgrabnie ominął garderobę i pod przykryciem nocy wyszedł z budynku. Był szybszy. Potrzebował odpoczynku po tych trzech godzinach śpiewania. PRzydała by się whiskey, ale oczywiście ta czekałą w domu. Korzystając z pięknej pogody, jaką zapewniała noc Michael postanowił się przejść jeszcze wyludnionymi ulicami miasta. Teraz miał okazję poznać Londyn lepiej. Bez świadków. Nogi zaniosły go do rzeki, gdzie miał nadzieję być sam ze swoimi nie do końca grzecznymi myślami. Podniósł głowę w ostatniej chwili, aby nie wpaść na kogoś. Kogoś, o zapachu zachodzącego słońca przeplatanego z zapachem kawy i powietrza po burzy. Intrygujący zapach.
-Niebezpiecznie tak samej pochylać się nad wodą, jeszcze by pani utonęła. -rzucił nonszalancko, trochę po to, aby ratować sytuację, że się nie zagapił tylko było to z góry planowane działanie. OCzywiście wzrok Michaela przesunął się po ciele kobiety tak dyskretnie jak się tylko dało. Znowu czuł to znajome podniecenie i parę dość brudnych myśli zawitało w jego głowie. Ciekaw był jaką fakturę ma ubranie pod spodem, jaki odcień purpury przybiorą jędrne pośladki, który nerw skurczy się pod wpływem namiastki bólu i rozkoszy, jaką by jej zadał.
Zobacz profil autora
Julie London
avatar
Liczba postów : 46
Join date : 07/11/2014

PisanieTemat: Re: Most nad rzeką   Sob Lis 08, 2014 1:06 am

Wszyscy tak mówili - że radość nie tkwi w pieniądzach, a w satysfakcji z wykonywanej pracy. Że niby pieniądze były jedynie dodatkiem. Większość jednak, gdyby miała zarabiać za swój wysiłek grosze, zrezygnowałaby z pasji i parała się czymś żmudnym i nudnym, byleby pławić się w luksusach. Panna London może i nie była księżniczką, która musiała robić zakupy w najdroższych sklepach brytyjskiej stolicy, ale nie zamierzała też oszukiwać, że kolejna torebka od Louisa Vuittona nie sprawiała jej przyjemności. Każdy przecież pragnął w swoim życiu powodzenia, miłości i bogactwa, a także uznania ze strony innych ludzi. Wydawało się, że Michael miał wszystko. Julie po części mu tego zazdrościła. Sama czasami narzekała, że mogłaby być faktycznie drugą Julie London, a jednak, w muzyce jej się nie poszczęściło i skończyła na prawie. Narzekać jednak też nie mogła, bo póki co radziła sobie w swoim zawodzie całkiem nieźle, a prawnicze kruczki stanowiły niejako jej drugą pasję, równie żarliwą, jak słabość do jazzu i swingu.
Właściwie jedyne, co mogło przeszkadzać jej samej jako artystce, to brak prywatności. Nieraz zastanawiała się, czy zniosłaby tę presję otoczenia i tłumy fanów oraz paparazzi. Z pewnością po jakimś czasie takie zainteresowanie stawało się męczące. Ona sama jednak nie wiedziała, jak zareagowałaby w takim położeniu. Nawet, jeżeli jej praca należała do takich, które mogły jednak sprawić, że stanie się osobą medialną. W końcu nie mogła w tym momencie wiedzieć, czy kiedyś nie przyjdzie jej bronić swojego klienta w niezwykle istotnej i nagłośnionej sprawie. Póki co nie było jednak sensu zastanawiać się nad przyszłością, skoro dziewczyna dopiero co rozpoczynała swoją karierę.
Z zamyślenia wyrwał Julie znajomy głos. Zanim jednak ta połączyła go z twarzą, odwróciła się i zamarła. Przez długą chwilę nie mogła wydusić z siebie nawet jednego słowa. Czy przed nią stał właśnie sam Michael Buble? Ten, który właśnie popełnił tak wspaniały występ na londyńskiej arenie? Ta sytuacja wydawała się tak nierealna, jakby odgrywała się nie na jawie, a we śnie. A jednak, panna London była pewna, że tego wieczoru nie kładła się jeszcze do łóżka. Jeszcze raz więc zlustrowała swym spojrzeniem sylwetkę przybyłego mężczyzny, uśmiechając się wreszcie delikatnie.
- Gdyby tak się stało, niewątpliwie byłaby to pana wina. - odpowiedziała rozbawiona, nadal nie do końca dając wiarę swoim zmysłom. Każda kolejna sekunda utwierdzała ją jednak w przekonaniu, że stała się tego wieczoru największą szczęściarą ze wszystkich fanek na koncercie. Która z nich nie marzyła o spotkaniu swojego idola...
- Ale muszę to powiedzieć: wspaniały koncert. - rzuciła zaraz bez sensu, ale nie trzeba było chyba wspominać, że nie myślała jeszcze trzeźwo. Zresztą, pewnie większość widzów przy takiej okazji zdecydowałoby się na wyrazy uznania dla takiego artysty. Panna London nie była w tym przypadku żadnym wyjątkiem, a jej zachowanie wpisywało się w naturalną reakcję każdego innego fana, który znalazłby się na jej miejscu. Komiczne było jednak na swój sposób to, że dziewczyna nie miała pojęcia, co tak naprawdę chodzi po zbereźnej głowie jej towarzysza do rozmowy.
- Yhm... przepraszam, jakoś nadal nie mogę uwierzyć w to, że stoi przede mną sam Michael Buble. - Jeżeli ktoś myślał, że dwudziestosiedmiolatka nie zdoła powiedzieć czegoś jeszcze głupszego, to najwyraźniej tkwił w błędzie. Stres sprawił, że młoda prawniczka nie wiedziała jak się zachować, mimo tego że jeszcze podczas koncertu marzyła o tym, by z tym przystojnym panem zaśpiewać, porozmawiać lub chociaż go przytulić.
Zobacz profil autora
Michael Bublé
avatar
Liczba postów : 22
Join date : 07/11/2014

PisanieTemat: Re: Most nad rzeką   Sob Lis 08, 2014 1:38 am

Nie należał do osób, które przewidują wszystkie możliwe scenariusze danego dnia. Wolał żyć spontanicznie, cieszyć się chwilą. Dlatego zagadał do kobiety, chcąc wytłumaczyć swoje nagłe pojawienie się i tak bliską odległość. Nie pomyślał, że może zostanie rozpoznany i wpędzi piękną przedstawicielkę oszałamiających nóg w osłupienie. W sumie to on sam mógł o sobie mówić, jesli chodzi o osłupienie i sztywność, lecz należało pozostać gentlemanem chociażby w tej kwestii. Jego myśli były chronione przez okowy umysłu, nie należało się bać, że ktoś pozna jego prawdziwą naturę. Jeszcze jakieś zalążki dzikiego seksu w ramionach tej oto przypadkowo spotkanej, intrygującej dziewczyny znikły gdzieś w ciemnych odmętach jego głowy. Teraz co innego wybiło się na pierwszy plan. Oczy. W ładnym kolorze ciemnej czekolady. Niekiedy światło Księżyca ożywiało tę barwę połyskiem o orzechowej barwie, może nieco przypominającej amerykańską whiskey, tak obecną w życiu Michaela. Nie, nie był alkoholikiem. Po prostu doceniał ziołowy smak trunku popołudniu po nawale prac.
Jedną rękę wsunął niedbale do kieszeni spodni, co może mogło wyglądać nieco niekulturalnie, a w sumie to dodało mu to nonszalancji. Wszystkiego dopełniał łobuzerski, acz nader tajemniczy błysk w oku. Nie pokazywał wszystkich swoich kart od razu, wolał to robić stopniowo, po kolei. I siłą woli nie spoglądać w dekolt ponętnej panny. Zauważył brak obrączki, czyli nie trafił źle.
Kącik ust powędrował nieco do góry na dźwięk głosu dziewczyny. No tak. Prawie sam zapomniał, że jest sławny i chwilę temu miał koncert.
-Niezwłocznie rzuciłbym się na ratunek, chociaż obawiam się, że to ja mógłbym utonąć w bezkresnym morzu czekoladowych ocząt pięknej nieznajomej. -poszerzył niedbale uśmiech i skupił wzrok na krajobrazie jaki prezentowała rzeka. Odrobina szarmancji, nieco męskiego uroku i słodki komplement. Klasycznie.
Roześmiał się krótko. No tak. Fanka!
-Dziękuję, chociaż mógłby być lepszy. Grunt to ciągłe udoskonalanie swojego talentu. Nie mniej to wyborny komplement. Z mojej strony dodam, że musi pani być spoza tej grupy rozwrzeszczanych fanek, które właśnie czatują na mnie pod areną. -skinął głową lekko. Oparł się o barierkę i kierował swój wzrok nieco częściej na kobietę. Znowu docenił jej linię szyi, tak łagodnie łącząca się z materiałem bluzki. Korciło by pod nią zajrzeć subtelnym ruchem dłoni, która sprawiłaby jej tylko rozkosz.
-Nie ma za co przepraszać, to ja powinienem prosić o wybaczenie. Pani mnie zna z imienia i nazwiska... ja pani nie. Pora to zmienić. -Michael lekkim ruchem ujął opartą o barierkę dłoń kobiety - tak ciepłą mimo wieczornej pory - i ledwie musnął, prawie że w powietrzu spierzchniętymi od długotrwałego śpiewu wargami. -Michael Buble. Wystarczy Michael, pan to archaiczne i postarza mnie. A jak zowie się moja tajemnicza fanka? -zapytał, prostując się. Krok po kroku do celu. Coś było w jej postawie i melodyjnym głosie, że chciał ciągnąć tę rozmowę. Poza tym.. co lepszego miał do roboty?
Zobacz profil autora
Julie London
avatar
Liczba postów : 46
Join date : 07/11/2014

PisanieTemat: Re: Most nad rzeką   Nie Lis 09, 2014 10:58 pm

Takie podejście do życia z pewnością sprawiało, że człowiek stawał się szczęśliwszy. Przyklaskiwanie zasadzie carpe diem i spontaniczność dodawały smaczku, natomiast unikanie rozmyślań na temat dalekiej przyszłości, czy też rozpamiętywania wydarzeń przeszłych pozwalały na uwolnienie umysłu i skoncentrowaniu się na teraźniejszych przyjemnościach. Panna London niewątpliwie powinna wziąć przykład z Michaela. Zresztą, starała się to robić, jednak jej nie zawsze to wychodziło. Czasami wybiegała myślami zbyt daleko w przyszłość, a później przytłaczała ją mnogość planów i zobowiązań. Mimo wszystko, tego dnia dziewczyna rzeczywiście nie myślała o niczym innym, jak o tym tajemniczym spotkaniu. A już szczególnie pozostawiła daleko za sobą swoją pracę. Nie ukrywała zaś, że miała ochotę na szklaneczkę whiskey, szczególnie w tak doborowym towarzystwie. Wiedziała jednak, że nie powinna sama wychodzić z taką propozycją. Poza tym, póki co, ponownie zapomniała jak się mówi, bowiem do jej uszu dobiegł komplement pana Buble. Przez chwilę, zresztą, miała wrażenie, że jej policzki pokryły się delikatnym rumieńcem. Na szczęście dla niej, zawsze odpowiedzialność za ten rumiany kolor mogła zrzucić na chłodny, listopadowy wiatr.
- Wspaniały wokalista, jeszcze do tego poeta. - rzuciła z uśmiechem, starając się w ten sposób ukryć swoją niepewność i zakłopotanie. Wydawało się jednak, że z każdą minutą wychodziło jej to coraz lepiej, a początkowe skrępowanie powoli ustępowało miejsca swobodnej pogawędce. W końcu Michael, poza tym, że był znanym na całym świecie artystą, pozostał też człowiekiem.
- Gdzieżby. Sama pewnie bym wyczekiwała, gdyby nie to, że jeden członek pańskiego zespołu powiedział mi, że opuścił pan już arenę. Stwierdziłam więc, że i tak nic nie ugram. - pozwoliła sobie zaraz zażartować, a nawet roześmiała się cicho, nie zważając już zupełnie na to, jak jej towarzysz zareaguje na jej słowa. Należało jednak wspomnieć, że w każdym żarcie było ziarenko prawdy, a w tym wypadku prawda wyglądała tak, że dziewczyna z pewnością oczekiwałaby swojego idola przed areną, byleby tylko zrobić sobie z nim pamiątkowe zdjęcie. Teraz nadal miała ochotę go przytulić, ale jego bliskość onieśmielała ją jeszcze na tyle, że nie zdecydowała się na krok do przodu.
- Julie London. - przedstawiła się po tym, kiedy Buble zrobił to już oficjalnie. Coś podpowiadało jej jednak, że to imię i nazwisko wzbudzi w mężczyźnie niepohamowaną salwę śmiechu. O ile ten w ogóle uwierzy, że panna London nie miała zamiaru się z niego zgrywać.
- I nie, wcale nie żartuję. - dodała na wszelki wypadek, zanim jej rozmówca zdołał otworzyć usta. Właściwie wiele razy spotkała się już z podobną reakcją u innych nowo poznanych osób, więc wolała tym razem uniknąć niedomówień.
Zobacz profil autora
Michael Bublé
avatar
Liczba postów : 22
Join date : 07/11/2014

PisanieTemat: Re: Most nad rzeką   Pon Lis 10, 2014 12:38 am

Los lubił płatać figle. Buble kierował się właśnie taką potrzebą chwili, nagłym przypływem emocji i ochoty. Może innego dnia, po innym koncercie zostałby by w garderobie i pozwolił fali fanek wlać się do środka, by tylko móc go dotknąć, przytulić, może i nawet wycałować, zostawić w kieszeni marynarki adresy lub numery, dodatkowo narazić swoje cenne uszy na piski. Może kiedyś, ale nie dzisiaj. Dzisiaj chciał skorzystać z okazji by pozwiedzać Londyn, na spokojnie, bez świadków. Podobno był piękny, zwłaszcza nocą. Michael jako piosenkarz doceniał piękno również w takiej postaci. Tym razem piękny krajobraz zaszczyciła niemniej piękna kobieta. Dwa w jednym. Tyle wygrać panie Buble.
-Oh, bez przesady, mam już rumieńce? -zapytał ostentacyjnie, co oczywiście było tylko dobrą grą aktorską. Dodatkowo przyłożył dłonie do swoich policzków, żeby sprawdzić, czy są rozpalone. Oczywiście, że nie były, bez przesady. Michael słynął z poczucia humoru.
Mężczyzna wsunął jedną dłoń do kieszeni spodni, przyglądając się z spod lekko przymrużonych powiek pannie-której-imienia-jeszcze-nie-poznał.
-I to jest racjonalne. To lubię. Nie ma mnie, czyli bez sensu czekać. Ciekawe, gdzie swoją logikę zgubiło tych parę setek pod drzwiami. -rzucił pytanie w eter. Przynajmniej ta brunetka mogła być uznawana za poczytalną...
Ciekawość to pierwszy krok do piekła. Musiał poznać jej nazwisko, ot, dla zaspokojenia swoich potrzeb. I kiedy usłyszał jej godność, aż zaniemówił. Na jego ustach pojawił się uśmiech zrozumiena, że to jakiś bardzo udany żart... Otworzył nawet usta, aby jakos to zripostować, ale Julie mu przerwała. Zamyślił się na chwilę.
-Serio? Julie London? No nie wierzę, to chyba ja powinienem się był ukłonić, o mistrzyni. -zamaszystym ruchem zgiął się w pas. Roześmiał się beztrosko. No proszę, jak można się miło zaskoczyć. Jakiś głośniejszy szmer obudził jego czujność. Dojrzał z daleka grupę osób wracajacych z Areny do domu. Czyli grupę nieproszonych gości.
-Proponuję zmianę lokalu na spokojniejszy. -przesunął palcami po talii kobiety, lekkim ruchem dając jej znak, by szła przed siebie. Spokojnie, jakby byli parą kochanków spacerującą po tym terenie. Dość szybkim krokiem udali się do altany na drugim końcu parku, spowitej w ciemności.
-Zechcesz usiąść? Niezbyt komfortowo, ale wolę pozostać bez świadków. Potem możemy iść gdzie tylko zapragniesz. -mrugnął do dziewczyny.
Zobacz profil autora
Julie London
avatar
Liczba postów : 46
Join date : 07/11/2014

PisanieTemat: Re: Most nad rzeką   Pon Lis 10, 2014 12:59 am

Gdyby tylko Julie kierowała się również dzisiejszego wieczoru przypływem emocji i ochoty, to niewątpliwie, Michael nie miałby spokoju. Mimo tego, dziewczyna jednak starała się hamować, by nie zachować się tak, jak te wszystkie fanki. Udawała więc niedostępną i niewzruszoną, choć gdzieś w jej wnętrzu zapłonął ogień. Cóż, póki co, mogła jedynie czekać na to, co pokaże wieczór. W głębi duszy liczyła jednak na to, że spotkanie nie zakończy się nazbyt prędko.
- Niestety nie, chociaż z rumieńcami wyglądałbyś pewnie zabawnie. - odpowiedziała tylko, przez chwilę zastanawiając się, czy rzeczywiście powinna przejść z panem Buble na "ty". Ale skoro sam to zaproponował, to czemu nie. Początkowo ciężko przechodziło jej to przez gardło, ale była przekonana, że z czasem przywyknie i do tego. W końcu i tak zachowywała się już o wiele bardziej swobodnie niż na początku.
- Cieszę się, że i ja jej nie zgubiłam. Gdyby nie to, nie mogłabym liczyć na tak ciekawe i niespodziewane spotkanie. - dodała zaraz na jego słowa, uśmiechając się ledwie widocznie. Dziękowała w duchu losowi, że trafiła na tym moście akurat na Michaela. Wydawał się naprawdę wspaniałym człowiekiem, a poza tym, poza sceną zachowywał się jeszcze bardziej naturalnie, co tym bardziej sprawiało, że stawał się atrakcyjnym mężczyzną.
- Obejdzie się bez pokłonów... niestety nie mam takiego głosu jak Julie London, jednak ta zbieżność nazwisk nastręcza niemało problemów. - po tych słowach roześmiała się nawet cicho, stwierdzając, że nie ma na co narzekać. Przyzwyczaiła się już i tak przecież do tego, że początkowo ludzie jej nie wierzyli, kiedy się przedstawiała, później zaś wybuchali gromkim śmiechem. Ją też to zaczynało powoli bawić.
Po chwili Julie poczuła jak palce jej towarzysza przemykają po jej talii, a przez całe jej ciało w tym samym momencie przeszły przyjemne dreszcze. Nie wiedziała dlaczego, ale bliskość tego mężczyzny działała na nią niezwykle pobudzająco. Teraz, kiedy stał tuż obok niej, wydawał sie jeszcze bardziej pociągający. Nic więc dziwnego, że dziewczyna nie mogła zmarnować takiej okazji. Razem z nim poszła do altanki, umykając przed fankami, jakby ona sama fanką nie była. Czuła się tak, jak gdyby uciekała przed paparazzi, co na swój sposób było interesujące i pozwalało oderwać się od szarej rzeczywistości.
- Gdzie tylko zapragnę? Nie zamierasz uciekać przed kolejną fanką? - zażartowała, spoglądając mu pewnym siebie wzrokiem prosto w oczy. Zyskiwała na odwadze i stawała się coraz bardziej zadziorna. Czyżby odzywała się wreszcie jej wojownicza natura? W międzyczasie panna London skorzystała również ze sposobności i zdjęła opuszkami palców włosa, który zagnieździł się na ramieniu Michaela, a który zakłócał ten idealny obraz eleganckiego mężczyzny.
- Usiądziemy więc dopiero przy szklaneczce whiskey, kiedy wszystkie twoje fanki usiądą już w domu przy filiżance gorącej herbaty. - zaproponowała w końcu, niestety nie popisując się kreatywnością. Palnęła tak naprawdę pierwsze lepsze miejsce, które wpadło jej do głowy, a dokładniej mówiąc, kameralną knajpkę niedaleko parku, w której zawsze grali dobrą muzykę. I do tańca i do pogawędki przy drinku.
Zobacz profil autora
Michael Bublé
avatar
Liczba postów : 22
Join date : 07/11/2014

PisanieTemat: Re: Most nad rzeką   Wto Lis 11, 2014 1:51 am

Michael był człowiekiem jak każdy inny i chociaż Los był mu łaskawy i obdarował go niezwykłym talentem do śpiewania, tak nie poskąpił mu też chęci do zabawy, łamania zasad i bycia tak nierozważnym, że bardziej się po prostu nie dało. Fanki wybaczały mu wszystko, gdy tylko wiedziały jego seksowny uśmiech, łobuzerski błysk w oku. Nawet jego skłonność do na prawdę silnych wrażeń podczas łóżkowych ekscesów nie mogła tego uniknąć. Możliwość oglądania zaróżowionej od uderzenia skóry pośladków pięknej kobiety rozwijała przed oczami Michaela wizję niesamowitego seksu. Na scenie elokwentny gentleman, w łóżku przybierał postać nienasyconego zwierzęcia, którego celem było też dodanie szczypty bólu i pieprzu. Miał dziwne fanaberie, ale nigdy się przed tym nie bronił. Po prostu taki był i to go jarało. Zaintrygowała go filigranowa kobieta na tym moście, którą teraz łagodnym ruchem dłoni popychał, aby szła w wyznaczonym przez niego kierunku. Ta chęć kontroli i podejmowania decyzji... skryci pod łagodnym baldachimem liści, który otaczał altankę. Michael rzucił ostatnie spojrzenie na mijający niczego nieświadomy tłum, aby ponownie wrócić spojrzeniem do Julie. Uśmiechnął się rozbawiony.
-A kto to wie, droga Julie.... są takie sytuacje, gdy użycie głosu całą piersią jest nader wskazane. Znam te sytuacje. -postarał się o to, aby nie spojrzeć w dekolt kobiety, chociaż strasznie go to korciło. Coś w kolorze skóry, poruszaniu się i łagodnemu tembrowi głosu podpowiadało mu, że jest to gra warta świeczki. Nie umknęło mu, że Julie zaczyna się czuć swobodniej przy nim, co dodawało jej uroku.
-A czy ta fanka jest w stanie jakoś realnie mi zagrozić? -zapytał ją nisko, wręcz szeptem. Obserwował każdy jej ruch i z zaskoczeniem stwierdził, że go to podnieca. Musiał się jakoś opanować.
-W takim razie prowadź. Chętnie poznam nowe lokum. -przytaknął jej z ochotą, gdy tylko się upewnił, że znowu zostali sami. Można to było inaczej wykorzystać, ale nie wypada tak rzucać się na nowopoznaną osobę....
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Most nad rzeką   

 

Most nad rzeką

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
Archiwum
 :: Rozgrywki archiwalne :: J&M
-