IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Kampus uczelni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lisa Lengton
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 09/11/2014

PisanieTemat: Kampus uczelni   Pon Lis 10, 2014 10:56 pm

Piątek. Dla wielu studentów czas relaksu z racji zbliżającego się weekendu. Umawiali się na wypady na miasto, ubierali najlepsze ciuchy, aby skorzystać z ostatnich lat młodości i bezmyślności. Lisa z zazdrością spoglądała za okno na jednym z wykładów z historii muzyki. Jako jedyna grupa na roku mieli tak późno zajęcia, że kończyli je blisko po dwudziestej, gdy robiło się już ciemno. To były ostatnie zajęcia. Profesor był zatwardziałym kawalerem po 60tce i nie pozwalał na swobodę. Na każdych zajęciach była lista obecności i nie było przebacz. Lisa robiła notatki, myśląc już tylko o tym jak odpali swojego starego Forda w kolorze zieleni i pojedzie w siną dal, aby chociaż się wyspać przed sobotą pełną roboty. Miała parę dni wolnego, więc mogła skorzystać z dobroci, jakie dawało łóżko. W końcu, blisko kwadrans po dwudziestej ogłoszono koniec wykładów. Lisa zerwała się z miejsca, pozwalając swoim myślom krążyć wokół ostatnich smsów wymienionyc z Michaelem. Od ostatniego się nie odezwał i Lisa trochę była zła sama na siebie, że straciła okazję do poznania piosenkarza bliżej. A może tylko jej się to śniło?
Podeszła o swojego wysłużonego auta, rzuciła torbę na siedzenie obok i przekręciła kluczyk. Silnik zarzęził krótko, ale nie odpalił. Lisa spróbowała ponownie... i ponownie....
Aż za kolejnym nie stało się już nic. Zła jak osa wyszła z samochodu i otworzyła maskę. Zakrztusiła się, bo wyleciały spod niej kłęby dymu. No tak. Już wiedziała, że jej gruchot już nigdzie nie pojedzie w tym stanie. A ona nie miała jak się dostać do domu jak tylko piechotą.
-Szlag by to trafił! -zaklęła soczyście.
Zobacz profil autora
Michael Bennett
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 07/11/2014

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   Pon Lis 10, 2014 11:05 pm

Michael nie odezwał się już od ostatniego smsa, bo jak sam stwierdził, tym razem to on dawkował pannie Lengton doznania. Poza tym, chciał się odwdzięczyć za jej próby droczenia i pokazać, że on też jest nieustępliwy... niestety, w rzeczywistości wcale taki nie był. Brakowało mu konsekwencji. W końcu miał zapomnieć o tej dziewczynie, a nie potrafił wyrzucić jej ze swojej głowy. Ostatecznie stwierdził, że nie odpuści sobie okazji do spotkania. W piątek, jeszcze przed południem, zjawił się na uczelni i wypytał wszystkich o to, o której godzinie grupa Lisy kończy zajęcia. O dwudziestej... późno, ale może właśnie dobrze się składało? Mężczyzna wrócił do domu, by zająć się swoimi sprawami, a o wskazanej przez jednego z pomocnych studentów porze powrócił pod wydział.
Już z okna obserwował jak Lisa męczy się ze swoim samochodem, który za żadne skarby nie chciał odpalić. Bennett uśmiechnął się w duchu, jednak po chwili zlitował się nad dziewczęciem i podjechał bliżej.
- Czyżbyś prosiła mnie o podwózkę do domu? - zapytał, opierając się łokciem o otwartą szybę w swoim wozie. Prócz eleganckiego garnituru z granatowym krawatem przywdział również czarujący uśmiech. Taki, który nie dopuszczał słowa sprzeciwu.
Michael nie zważał nawet na to, czy panna Lengton zacznie rozkładać jego nagłe pojawienie się w potrzebie na czynniki pierwsze. Zresztą, gdyby nawet stwierdziła, że ją śledzi, to w pewnym sensie miałaby rację, a on najprawdopodobniej przyznałby się do "swojej winy". Czy było w jego zachowaniu coś niepokojącego? Według niego nie. Przynajmniej na razie. Jednak każda kolejna chwila spędzona z tą uroczą studentką przyprawiała mężczyznę o zawroty głowy. Z jednej strony jej bliskość kusiła, a z drugiej kazała się zatrzymać, świecąc przed oczami czerwonym znakiem "stop".
Zobacz profil autora
Lisa Lengton
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 09/11/2014

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   Pon Lis 10, 2014 11:26 pm

Walka z samochodem zajęła Lisę tak bardzo, że nawet nie zauważyła swojego stalkera, skrytego za ciemnym szkłem szyby w drzwiach samochodu. Może i lepiej... gdy obudziła się kolejnego ranka po pamiętnym drinku, była czerwona nim burak. Nie spodziewała się po sobie takiej pewności siebie i drygu do flirtu. Miała nadzieję, że jakoś wyjaśni tę sytuację, ale Michael się nie odzywał, co ona odebrała jako foch. No cóż. Wypij to piwo, którego sama nawarzyłaś Liso. Szatynka zajmowała się zadławionym silnikiem dość nieudolnie, nie do końca wiedząc, co można tu naprawić, bo co druga rzecz nadawała się do wymiany. Z ciężkim sercem zatrzasnęła klapę i wtedy właśnie przez ten trzask przedarł się znajomy głos. Dziewczyna siłą woli nie podskoczyła w miejscu z przestrachu. Obejrzała się i serce zabiło jej mocniej. To był Bennett. Pojawił się jakby znikąd, czując, że jego pomoc może by nieoceniona. Lisa zagryzła mocno dolną wargę, jakby się wahając.
-Skąd Ty... -zaczęła, jakby chcąc wyciągnąć od niego, skąd wiedział, że skończy akurat teraz o tej godzinie i będzie jej potrzebny? Wzięłą głębszy wdech i spojrzała na swoje bagaże. Stosy notatek, ksiązki, strój do tańca i saksofon w futerale... Musiała to wszystko ze sobą zabrać, a idąc piechotą nabawiłaby się przepukliny. Raz kozie śmierć.
-Jeśli nie będzie to dla Ciebie zbyteczny kłopot, to mógłbyś mnie podrzucić na Sunrise Avenue. mruknęła cicho, zabierając co swoje do auta Bennetta. Starała się nie zauważać zaciekawionych spojrzeń przechodniów. Usiadła na miejscu pasażera obok kierowcy i zapięła pas. Czuła się nieco spięta za ostatnie smsy, ale postanowiłą nie wywlekać tego tematu niepotrzebnie.
-Czyżbyś mnie śledził? -zapytała go z pewną dozą nonszalancji w głosie, by jakoś ukryć swoje zmieszanie. Uśmiechnęła się delikatnie do piosenkarza. Cieszyła się, że go widzi.
Zobacz profil autora
Michael Bennett
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 07/11/2014

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   Pon Lis 10, 2014 11:44 pm

Michael również cieszył się z takiego widoku. Ta dziewczyna, nie wiedzieć czemu, porządnie zawróciła mu w głowie, a to z kolei mogło nastręczyć mu wielu problemów. Niestety, chęć poznania Lisy bliżej stawała się coraz bardziej nieposkromiona, więc Bennettowi nie pozostawało nic innego jak spróbować. Najwyżej, jako ten demon, zostanie odesłany do swojego piekła z kwitkiem. No tak, oszukiwałby samego siebie, gdyby powiedział, że nadal nie targają nim wątpliwości. Czy powinien taką niewinną istotę wciągać w swoje szemrane gierki?
Na pierwsze z pytań studentki uśmiechnął się tylko zawadiacko. Skąd wiedział? To proste. Każdego studenta dało się przekupić czteropakiem piwa. Ba, ten chłopak z korytarza za kolejny czteropak wyśpiewałby mu pewnie adres własnej matki, gdyby Bennett akurat go potrzebował. To nie było jednak istotne, a Michael nie zamierzał zdradzać swoich źródeł informacji. Dlatego też milczał, pokazując tylko gestem, żeby dziewczyna wsiadła do samochodu. Spotkanie z nią zdecydowanie przewyższało atrakcyjnością zabawę w detektywa.
- To już wiem. - wydusił wreszcie z siebie pierwsze słowa. W jego głosie słychać zaś było nutę stanowczości i jakby... zniecierpliwienia? Nic dziwnego: nadal pił do tej felernej rozmowy w smsach. I najwyraźniej nie miał zamiaru spocząć, dopóki nie wyciągnie z ust panny Lengton pełnego adresu zamieszkania. Jeżeli zatem Lisa szukała zdecydowanego faceta, który zawsze dążył do zamierzonego celu i nigdy nie ustępował, to Bennett niewątpliwie był kandydatem idealnym.
Mimo wszystko, mężczyzna odpalił silnik i ruszył w kierunku Sunrise Avenue. Co nie oznaczało, że nie zerkał co jakiś czas w stronę swojej towarzyszki, nie dając za wygraną. Raz tylko się roześmiał, kiedy wypełniły się jego przypuszczenia: panna Lengton jednak zarzuciła mu to, że ją śledzi.
- Może. To nie takie trudne, jak myślisz. - odpowiedział, unosząc prawy łuk brwiowy. Mimo słowa "może" jego wypowiedź jednoznacznie wskazywała na to, że studentka miała rację. Ale cóż... Michael nie był osobą, która lubiłaby się mijać z prawdą, a już szczególnie, mężczyzna nie miał w tej chwili powodów, by okłamywać swoją rozmówczynię.
Zobacz profil autora
Lisa Lengton
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 09/11/2014

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   Wto Lis 11, 2014 2:20 am

Przebywanie sam na sam w aucie Bennetta wcale nie należało do mądrych i niewinnych posunięć. Po ostatnim drinki i smsach Lisa miała mały mindfuck w głowie... mały? Cholernie duży. Nie miała pojęcia, że piosenkarz zacznie wdrążać się w tę znajomość całym sobą. Imponowało jej to, ale i trochę przerażało. Chciała tego zaznać, ale równocześnie się bała. A może... może było warto? Lisa biła się z myślami. Widziała jego minę i pozę. Jednak nadal myślał o ich ostatniej rozmowie. Lengton nie wiedziała co zrobić. Zdradzić mu adres? Przecież to oznaczało by tyle samo co poddanie się. Lisa poprawiła skraj ciemnej spódnicy, starając się jakoś wytrzymać to pełne zniecierpliwienia spojrzenie. Milczałą całą drogę, kalkulując swoje szanse na to, że obejdzie się bez podawania adresu. Po prawdzie to Michael był kimś z branży publicznej, nie mógł więc zrobić jej krzywdy...
-Czuję się trochę jak Ty, śledzona przez fotoreporterów. Właśnie, nie ma tu jakiegoś? Nie chcę wyjść źle na okładce. -zakpiła, przez co rozluźniła nieco atmosferę. Widziała te spojrzenia, które nie raz powodowały, że czuła pewien gorąc gdzieś w podołku.
Z daleka dojrzała już swój dom.
-To tutaj. -stwierdziła. Obejrzała się na Michaela i jego wzrok spowodował, że ostatecznie uległa. -Sunrise Avenue 5/17.... -wyrzuciłą w końcu, dostrzegając oznakę triumfu w oczach kierowcy. Westchnęła ciężko, gdy znaleźli się pod domem. PRzesunęła dłoń do przycisku, aby odblokować pas, lecz ten... nie puścił. Zaczęła się z nim siłować, ale też nie chciałą go uszkodzić. Nie była głupia, wiedziała, po ile chodzą takie części. Nie było ją na nie stać. Spojrzała błagalnie na Bennetta.
-Pomożesz mi? Nie chcę niczego zepsuć.
Zobacz profil autora
Michael Bennett
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 07/11/2014

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   Wto Lis 11, 2014 2:30 am

Przebywanie sam na sam może nie było jeszcze tak złym pomysłem. Michael, poza swoją ciemną stroną, był naprawdę porządnym człowiekiem, a z pewnością nie skrzywdziłby tak pięknej dziewczyny. A przynajmniej starałby się tego nie robić. O wiele gorszą decyzją było jednak zaangażowanie się w tą znajomość. Chociaż Lisa może jeszcze nie zdawała sobie z tego, powoli wpadała jak śliwka w kompot, a to oznaczało tyle co, podświadomie pragnęła romansu z Bennettem. Gdyby zaś do niego doszło, sytuacja znacznie by się skomplikowała. Sam Michael o tym dobrze wiedział. Dlatego zresztą długo zastanawiał się nad tym czy powinien być zainteresowany panną Lengton. Ostatecznie jednak emocje, a może i uczucia, wzięły górę nad jego zdrowym rozsądkiem, popychając go to coraz to odważniejszych kroków.
- Spokojnie. Mam na nich swoje sposoby. - zapewnił Lisę o tym, że nie śledzą go żadni fotoreporterzy ani psychofani. Poza tym, studentka i tak nie miała się czym przejmować, bo na pewno wyszłaby na każdej okładce zjawiskowo. O jej urodzie można było pisać wiersze i dziewczyna powinna naprawdę dziękować losowi, że akurat ją wybrał na ucieleśnienie bóstwa natury.
- Wiedziałem, że wreszcie ulegniesz. - dodał po chwili z szerokim, rozbawionym uśmiechem na ustach, kiedy panna Lengton wreszcie zdradziła mu swój adres. Niewiele myśląc, podjechał pod sam dom Lisy, gdzieś w głębi duszy licząc na zaproszenie. Z zamyślenia wyrwały go jednak inne słowa, które wydostały się z ust dziewczęcia, a tym razem Michael nie mógł już powstrzymać się od śmiechu. Z powodu tej reakcji przez dłuższą chwilę nie pomagał również swojej towarzyszce. Wreszcie jednak odpiął swój pas i nachylił się nad dziewczęciem. Niby to przypadkiem położył przy tym swoją dłoń na jej zgrabnym udzie, zabierając ją zaraz z powrotem na obicie fotela.
- Jeszcze nigdy nie miałem problemu z odpięciem pasów... choć i tak wolę ich drugie zastosowanie. - odparł tajemniczo, nie zastanawiając się nad tym, jak towarzyszka odczyta jego słowa. Póki co odpiął Lisie pasy i oczekiwał, po pierwsze, na słowa podzięki, a po drugie, na inne wyrazy wdzięczności, chociażby pod postacią gorącej kawy.
Zobacz profil autora
Lisa Lengton
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 09/11/2014

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   Wto Lis 11, 2014 3:12 am

Tak było. Lisa, a raczej jak brzmiało jej pełne imię - Elisabeth - nie uświadamiała sobie jeszcze, jak bardzo uzależniła się o obecności Bennetta. Nie dość, że początkowo intrygował ją jako sławna persona i wybitny muzyk, tak teraz interesował ją jako mężczyzna o przyjemnej dla oka aparycji. Lisa, tak bardzo niewinna i niedoświadczona w sprawach damsko-męskich, łapała się na tym, że myślała czasem o nim w niedwuznacznych sytuacjach. Oczywiście podświadomie. Odpędzała od siebie te myśli. Jej ciało łaknęło w końcu męskiej pieszczoty, lecz coś w umyśle zawsze ją blokowało. Nawet jej ciało, ciało czyste i niewinne pragnęło uciech i coraz ciężej dziewczynie się z tym walczyło.
-Mam nadzieję. -spojrzała z ufnością na Michaela. Coś jej podpowiadało, że nie do końca dobrze lokuje swoje pokłady nadziei i zaufania w tym człowieku, ale już nie było innego wyjścia. NAleżało brać odpowiedzialność za to, co się oswoiło.
Klamka zapadła.
-Niestety masz za dobre metody wyciągania ze mnie różnych rzeczy. -westchnęła, ale także i uśmiechnęła pod nosem. Z jednej strony nie chciała się żegnać, a z drugiej.... chyba jednak pas wybrał za nią. Roześmiała się też cicho, wtórując Bennettowi. No ładnie się pokazała, nie ma co. Lecz jej śmiech zamarł, gdy poczułą na swym udzie dłoń Michaela. Momentalnie uderzyła ją fala gorąca. Zakręciło jej sie w głowie. Mimo, że to była raptem chwila. A komentarz wcale jej nie uspokoił, wręcz przeciwnie. Przez moment Lisa nie wiedziała co powiedzieć, w końcu jednak zajarzyła.
-Dziękuję. Może.. Może wejdziesz na drinka? Co ja mowię, jesteś samochodem, ale może kawa? Herbata? Woda... może. -zakończyła kulawo, myląc się w swoich wypowiedziach. Zaróżowiała nieco na policzkach. Jednak liczyła na to, że się zgodzi. I się nie pomyliła. Nieco zaskoczona, ale zadowolona wzięła swoje rzeczy i podprowadziła Michaela do drzwi. Wyjęłą kluczę, które oczywiście jej spadły i musiała się po nie schylić. Wsunęła klucz do dziurki i przekręciła, wprowadzając mężczyznę do skromnego wnętrza.
-To.. moje królestwo. Rozgość się. Nie przejmuj się kartkami, to jakieś teksty piosenek albo melodie... -przeprosiła go, zostawiając rzeczy w kącie. Uśmiechnęła się promiennie do Bennetta. Cieszyła się, że tu był.
-Teraz już się doczekam tej serenady którejś nocy? -zagadnęłą z nieco większą pewnością siebie. -Muszę ostrzec sąsiadów, by w ciebie nie strzelali. -zakpiła, mrugając do Michaela. -To czego się napijesz?
Zobacz profil autora
Michael Bennett
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 07/11/2014

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   Wto Lis 11, 2014 12:35 pm

Niektórzy ludzie mieli tendencję do pewnego rodzaju uzależnień, a nieprawdą było stwierdzenie, że jak narkotyk nie może działać inny człowiek. Michael również nie pozwalał sobie na odwyk, nie potrafiąc odmówić sobie kolejnego spotkania z dziewczyną, której tak naprawdę powinien unikać. Coś podpowiadało mu, że ta nie należy do jego świata, a z tego względu, nie powinien naruszać jej niewinnej duszy. Chociaż trzeba napomknąć, że Bennett, nawet jeżeli traktował Elizabeth jak aniołka, nie spodziewałby się tego, że ma do czynienia z dziewicą. Przynajmniej do tej pory, bo na razie dziewczę flirtowało z nim i się droczyło i nie wyglądało przy tym na speszone.
- Nie ufasz mi? - spytał wyraźnie zaciekawiony, spoglądając jej przy tym prosto w oczy. Cóż, gdyby nie opanował zdolności unikania wszelkich paparazzi, w ogóle nie miałby życia prywatnego. Tym razem był pewien, że nikt go nie śledził i nie zamierza cykać jemu i Lisie zdjęć z krzaków. Prawdę powiedziawszy, mimo że panna Lengton była przepiękną kobietą, Michael i tak wolał, by ich zdjęcia nie pojawiły się w żadnej gazecie.
- Po prostu znam się na kobietach. - odparł zaraz po tym, kiedy Lisa stwierdziła, że ma dobre metody na wyciąganie z niej informacji. Prawda była taka, że był niezwykle pewny siebie i nieugięty, a zwykle takie cechy w oczach przedstawicielek płci pięknej przejawiały się jako pozytywne i zachęcały do zdradzania przeróżnych szczegółów ze swojego życia.
- Niech będzie na drinka. Zadzwonię po kogoś, żeby odebrał samochód. - z chęcią przyjął zaproszenie, a kąciki jego ust uniosły się ku górze. Bennett nie cieszył się jednak zbyt długo. Zaczynał bowiem dostrzegać nie tylko skrępowanie, ale i swego rodzaju obawę w zachowaniu kobiety, a to odsuwało go od jego dalekosiężnych planów. Póki co postanowił jednak się nie poddawać. Wszedł za Lisą do domu i ku jego zaskoczeniu, od progu powitał go nad wyraz przyjemny widok. Studentka upuściła bowiem klucze, po które musiała się pochylić. Rzecz jasna, Michael na pewno by je podał swojej towarzyszce, ale że zorientował się zbyt późno, skoncentrował się jedynie na obserwacji jej zgrabnego tyłeczka.
- Serenady pod oknem? Każesz mi marznąć na dworze? - pozwolił sobie zażartować, próbując uniknąć tematu. Nawet, jeżeli miałby to zrobić, wolał nie zdradzać szczegółów. Zresztą, wolał się wstrzymać z takim pomysłem, skoro i tak nie stanowił on już żadnej niespodzianki.
- Ah, bym zapomniał... To adres, pod którym możesz odebrać jutro samochód. Powinien być gotowy około godziny 14. - rzucił jeszcze nagle, wyciągając z kieszeni marynarki kartkę z wypisanym na nim adresem i podając ją Lisie.
Zobacz profil autora
Lisa Lengton
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 09/11/2014

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   Wto Lis 11, 2014 2:32 pm

Podobno najlepiej wprowadzić "wroga" na swój teren, ponieważ wtedy można grać wedle swoich zasad. Lisa o ty wiedziała, dlatego wraz z przekroczeniem progu swego mieszkania poczuła się o niebo pewniej niż w samochodzie. Było jeden do jednego, panie Bennett. Teraz gra toczyła się już na nieco innych zasadach. Lisa chciała być blisko niego, a jednocześnie coś kazało jej nie igrać z ogniem. Serce Lisy biło jak oszalałe, nie mogąc się zdecydować, czego tak na prawdę chce. Michael ją uzależniał od siebie. I nie potrafiła się oprzeć. I chyba nie chciała.
-Znasz się na kobietach lepiej niż ja sama. To godne pochwały. -przyznała z filuternym uśmieszkiem, biorąc się za otwieranie skromnego barku. Skromnego? Wcale nie był taki skromny. Z racji tego, że pracowała w barze, mogła brać jakieś dodatki do zamówień oraz resztki alkoholi dla siebie bez zapłąty. I miała też whiskey, którą zamawiał Bennett. Wyjęła ją i nalała do dwóch szklanek, dodając do tego parę kostek lodu. Były zabawne, bo w kształcie serduszek, gwiazdek i innych tego typu. Zabawne formy lodowe. Podała szklankę Bennettowi, a sama usiadła obok niego, ale w stosownej odległości. I ktoś jeszcze pojawił się na kanapie między nimi. Czworonożny stwór przeciągnął się lekko i zaczął stąpać w kierunku kolan Lisy. Dziewczyna pogłaskała to szare futerko, a niebieskie oczy zmrużyły się z uwielbieniem, zacząwszy mruczeć. Po chwili kot otrzepał głowę i z zainteresowaniem zaczął się przyglądać gościowi. Podszedł do niego.
-Oh. Poznaj... Arethę. Tak, na cześć Arethy Franklin. -roześmiała się cicho. Obserwowała uważnie, jak kotka zaczepia Michaela. -Dziwne, nie przepada za gośćmi. -zauważyła. Z lekkim zaskoczeniem odebrała wizytówkę.
-Ale.. ja nie... nie mam jak za to zapłacić, widzisz jak mieszkam... -zaróżowiła się ostro na policzkach. Kasę którą zarobiła w barze musiała przeznaczać na mieszkanie i czesne, a i tak dużo jej pomagało jej stypendium. Gorzej, jak kiedyś je straci.
-Jak Ci się odwdzieczę za to wszystko? -zapytała cicho, patrząc w oczy piosenkarza. Intrygował ją coraz bardziej. I to było niebezpieczne.
Zobacz profil autora
Michael Bennett
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 07/11/2014

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   Wto Lis 11, 2014 2:53 pm

Michael nie był jej wrogiem, przynajmniej na razie. Wręcz przeciwnie, zgrywał pomocnego i uczynnego faceta, choć jak każdy, miał swoje wady. Starał się na razie przekonać Lisę do tego, że umykają one w świetle jego różnych zalet, ale czy się uda - tego jeszcze nie mógł być pewien. Wszedł do środka, udając jednak takiego, który już wie, że zdobył jej serce. Zachowywał się nad wyraz swobodnie, jakby był u siebie w mieszkaniu, więc zmiana terenu wcale nie działała na korzyść panny Lengton, przynajmniej w jego mniemaniu.
- Prawdziwy dżentelmen powinien nie tylko stosować się do etykiety, ale i rozumieć damy. - pozwolił sobie zażartować, o czym świadczył jego szeroki uśmiech. Zniknął on z jego twarzy dopiero w chwili, kiedy mężczyzna zasmakował łyka whiskey. Z uznaniem stwierdził, że to ta sama, którą zamawiał u Lisy w barze. Nie wiedział tylko, czy to kwestia przypadku, czy może dziewczyna była od początku przygotowana na jego wizytę. Słodka atmosfera unosiła się w powietrzu. Kostki lodu o różnych fikuśnych kształtach i niezwykle uroczy kotek... co prawda, te elementy nie wpisywały się w styl wokalisty, a jednak miały w sobie coś interesującego.
- Aretha. Ładnie. Chyba nawet mnie polubiła. Widzisz, potrafię być przekonujący. - rzucił w chwili, w której kotek zaczął go zaczepiać. Bennet nawet zdecydował się go pogłaskać. Mimo że wolał psy, musiał oddać temu zwierzakowi, że wzbudzał same pozytywne emocje.
- Gdybym nie chciał, to bym Ci nie pomógł. Nie oczekuję niczego w zamian. - odparł na pytania dziewczęcia. Najwyraźniej panna Lengton była na tyle samodzielna i honorowa, że nie czuła się komfortowo, nie mogąc się odwdzięczyć. Ale moment... przecież mogła. Nie wszystko obracało się wokół zielonych banknotów.
-...no chyba że... tym razem to Ty możesz zaśpiewać lub zagrać coś dla mnie. Chętnie posłucham Twojego talentu. - dodał znów z szerokim uśmiechem na ustach, chociaż znacznie bardziej był skoncentrowany na zgrabnych kształtach swojej towarzyszki, niż na jej głosie. Kto wie, może dziewczynie uda się przerzucić jego uwagę na inne swoje wdzięki.
Zobacz profil autora
Lisa Lengton
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 09/11/2014

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   Wto Lis 11, 2014 4:22 pm

Natura Bennetta był nader sprzeczna i może dlatego Lisa tak bardzo się nim zaciekawiła. Nie, wcale nie dlatego, że był sławy i nader utalentowany. Ani nawet nie dlatego, że był bogaty. Fakt, z pieniędzmi żyło się łatwiej, ale nie był to dla Lisy żaden wyznacznik zajebistości. Liczył sie charakter, a ten w przypadku Michaela był tajemniczy i dwuznaczny. Whiskey w barku to była kwestia przypadku, chociaż... czy aby Los nie dawał im tutaj znaku, że nie ma przypadków? Lisa również lubiła niekiedy umoczyć usta w tym trunku, chociaż nie była nauczona, aby pić go w nadmiarze. Jak to było ostatnio.
-Tylko mnie nie upij jak ostatnio, bo znowu złożę Ci jakąś niemoralną propozycję. -westchnęłą rozbawiona swoimi poprzednimi flirtami. No no... nie poznawała samej siebie.
Aretha zaczęła się łasić do gościa, mrucząc przy tym przyjemnie. Brakowało tylko trzaskającego wesoło kominka i koca, pod którym oboje by się skryli. Perfumy Bennetta nęciły nozdrza Lisy. Tak bardzo chciała poczuć ich źródło...
-Nawet nie wiesz jak bardzo, jakby mi ktoś tydzień temu powiedział, że będziemy siedzieć na mojej kanapie i pić whiskey, uznałabym tego kogoś za zdrowo niepoczytalnego. -rozesmiała się Lisa i wzięła kolejny łyk, który miał dodać jej odwagi. I dodał. Schyliła się po kotkę, biorąc ją na ręce i przytulając do siebie. Znowu usłyszała cichy "traktorek". Po chwili czułości kotka otrzepała się i zeskoczyła, idąc do kuchni.
-Koty zawsze chodzą własnymi ścieżkami, trochę jak ja. Ogólnie to nigdy nie lubiłam kotów, ale ten jest prezentem od przyjaciółki mamy, zawsze mówiła, że lubiła.... -Lisa zagalopowała się w swej ypowiedzi, a wspomnienie mamy nieco ją zabolało. -...Arethę Franklin i koty. -skończył, posyłając Michaelowi lekki uśmiech. Otworzyła szerzej oczy, słysząc jego propozycję. A ciepły tembr głosu spowodował dreszcze rozchodzące się wzdłuż kręgosłupa.
-No dobrze... -mruknęła i zeszła z kanapy. Wyjęła saksofon z futerału i zaczęła go stroić. Po chwili rozległ się dźwiek znanej Bennettowi z baru melodii. Fever. Dziewczyna zagrała dość spory kawałek, by po chwili odjąć instrument od ust i zacząć wybijać rytm pstrykaniem palców.
-Never know how much I love you
Never know how much I care
When you put your arms around me
I get a fever that's hard to bear
You give me fever when you kiss me
Fever when you hold me tight
Fever in the morning
Fever all through the night... - zyskała takie pewności siebie, że dodała do tego ruch sceniczny. Sunęła zmysłowymi ruchami po parkiecie, śpiewając kolejne wersy.
-Sun lights up the daytime
Moon lights up the night
I light up when you call my name
And you know I'm going to treat you right
You give me fever when you kiss me
Fever when you hold me tight
Fever in the morning
Fever all through the night. -we wpływowym momencie "kiss me" nachyliła się nawet niebezpiecznie nad uchem Bennetta, stojac za jego plecami, by zaraz szybko się oddalić i kontynuować utwór. Szło jej to nieźle.
Zobacz profil autora
Michael Bennett
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 07/11/2014

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   Wto Lis 11, 2014 11:26 pm

To prawda, że pieniądze, chociaż nie były w życiu najważniejsze, to jednak przynosiły wiele radości. Michael przyzwyczaił się już do pławienia w luksusach i oszukiwałby samego siebie, gdyby stwierdził, że może z takiego życia z dnia na dzień zrezygnować. Mimo tego, nie był też sknerą. Pomagał innym, a już szczególnie bliskim osobą. A taką właśnie stała się dla niego ostatnimi czasy Lisa. Zależało mu na tej dziewczynie i nie mógłby pozwolić jej na podróżowanie ledwie działających rzęchem. Właściwie, początkowo planował kupić jej lepszy samochód, ale tak przypuszczał, że dziewczyna już za samą naprawę będzie chciała się odwdzięczyć, a nowego autka zapewne wcale nie chciałaby przyjąć. Tak to już było z dumnymi kobietkami.
- Znowu? W takim razie chyba rzeczywiście powinienem Cię znowu upić. Lubię niemoralne propozycje. - odpowiedział z szelmowskim uśmiechem, a w jego oczach skryła się jakaś łobuzerka iskierka, która nagle odejmowała mu lat i powagi. Może to właśnie w takich zagrywkach tkwiła dwoistość natury kulturalnego jegomościa?
- Los lubi płatać figle, co? Sam również się cieszę, że przysłał mi akurat Ciebie. - dodał zaraz z jeszcze szerszym uśmiechem, choć jego oczy wodziły teraz po zgrabnym ciele towarzyszki, a sam Bennett na dłuższą chwilę zapomniał o dyskrecji.
- Miała dobry gust. - nie chciał rozwijać tematu matki panny Lengton, skoro ta mówiła o niej w czasie przeszłym. Rozdrapywanie ran z pewnością nie byłoby najlepszym pomysłem na wieczór. Być może kiedyś, w innych okolicznościach, dowie się czegoś więcej. Póki co wolał, by oboje skupili się na przyjemnościach.
Szczególnie na tej jednej, którą była grająco-śpiewająca Lisa. Mężczyzna musiał przyznać, że studentka miała talent i nie na darmo znalazła się na takim kierunku. Saksofon w jej rękach nabierał dodatkowego blasku, ale to, co zaintrygowało Michaela o wiele bardziej, to jej głos... jej usta... i te słowa, które z nich wypływały, a które kusiły go do odważniejszych kroków. Zresztą, sama panna Lengton namawiała go do zabawy, rzucanymi w jego stronę gestami i spojrzeniami.
Ostatecznie Bennett wstał od stołu i podszedł do swojej towarzyszki tak blisko, że dziewczyna mogła ponownie napawać się zapachem jego perfum.
- Masz talent, ale pozwolisz, że coś sprawdzę. - mruknął niezbyt głośno, stając naprzeciw przedstawicielki płci pięknej. Jego twarz zbliżyła się na niebezpieczną odległość, ale to jeszcze nie koniec. Mężczyzna musnął ustami jej wargi, ledwie powstrzymując się od dłuższego pocałunku.
-Tak samo delikatne, jak w chwili, kiedy śpiewałaś. - pozwolił sobie na nieskromny komplement, a kąciki jego ust uniosły się ku górze.
Zobacz profil autora
Lisa Lengton
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 09/11/2014

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   Sro Lis 12, 2014 12:45 am

-Nie uważasz, że upijanie mnie w moim własnym mieszkaniu to igranie z ogniem? -zapytała go rozbawiona jego propozycją. Upiła łyk napoju, ale gdzieś tam w środku czuła gorąc. Alkohol dodawał jej odwagi i już dawno pozwoliłaby się chociaż objąć niepokornemu wokaliście. Wiedziała, że lepiej być niedostępną i dalej się bawić w tę pokrętną grę, ale z drugiej zaś strony... czy to nie dążyło do tego, czego tak bardzo obawiała się Lisa? Nie zaznała nigdy seksu, była dziewicą i czuła dyskomfort na samą myśl, że będzie musiała się do tego przyzn....
Hola hola, ggdzie Twoje myśli tak zabłądziły droga panno? Lisa wzięła głębszy wdech i zajęła się kontemplowaniem aparycji Michaela. Musiał być tak cholernie przystojny? Widać musiał...
Nie trzeba było tak długo ją namawiać do wykonania jakiegoś utworu. W głowie od rana huczało jej "Fever", dodatkowo grała to na saksofonie aby zaliczyć kwartał. Wiedziała, czym się pochwalić. Saksofon dość szybko poszedł w kąt, wczesniej jednak Lisa pilnowała się, aby dmuchając w ustnik nie patrzeć w oczy Michaela, mógłby to uznać za prowokację...
Zagalopowała się w swym występie, ale na scenie stawała się innym człowiekiem. Nie potrafiła przestać przybierać swego scenicznego image'u, który był o wiele odważniejszy. I nie podejrzewała,że Bennett zrobi to, co właśnie zrobił.
-Dziękuję.. -uniosła brew po zakończonym wykonie, dysząc jeszcze lekko od lekkiego wysiłku. Co chciał sprawdzić? Nastrojenie saksofonu? Prawda była zgoła inna. Serce Lisie zamarło, gdy poczuła miękki dotyk ust. Świat zakręcił się razem z nią. Nawet początkowo nie słyszała zdania, którym to okrasił. Zamrugała.
-Ja... to znaczy... -zająknęłą się, czujać falę gorąca. -Dziękuję za... komplement? -w sumie to zapytała, nie wiedząc, co robić dalej. Zrobiła krok do tyłu, przez co zaczepiła nogą o dywan. Zachwiała się i z cichym piskiem wpadła na Bennetta. Mocno trzymała się jego ramion. Lecz wcale jej to nie pomagało. Widzieć jego oczy z tak bliska. Sama to zapoczątkowała. Pocałowała mocno ust Bennetta, chociaż trwało to raptem chwilę. Odsunęła się z zadziornym uśmieszkiem.
-Tak samo mocne jak ramiona, które mnie złapały. -mruknęła, chcąc się odsunąć.
Zobacz profil autora
Michael Bennett
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 07/11/2014

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   Sro Lis 12, 2014 12:56 am

- To właśnie coś, co lubię najbardziej. Nie wiem, czy wiesz, ale każdy mężczyzna potrzebuje w swoim życiu adrenaliny. - odpowiedział jej z tym samym, czarującym uśmiechem na twarzy, który zdawał się z niej nie schodzić od pojawienia się w mieszkaniu Lisy. Najwyraźniej Michael bardzo dobrze się bawił ze swoją towarzyszką. Mimo tego, jego ciało pragnęło znacznie więcej, a emocje powoli uwalniały się z sideł zdrowego rozsądku. Wszystko zmierzało w niebezpiecznym kierunku, a pan Bennett, mimo że dostrzegł już tą uroczą wstydliwość panny Lengton, nie sądził, że ma do czynienia z dziewicą. Czyżby taki fakt stanowił dla niego większe wyzwanie, niżeli można by przypuszczać?
Wracając jednak do sytuacji, która rozgrywała się właśnie w salonie dziewczyny. Gospodyni zdecydowanie nie spodziewała się takiego zachowania ze strony gościa, toteż o mało co nie potknęła się o dywan, a zaraz po tym wpadła w ręce Bennetta. To jednak nie było jeszcze takie dziwne. Znacznie bardziej zaskakujące było to, co stało się potem, bowiem Lisa złożyła mocny, choć krótki pocałunek na ustach Michaela. Ten zdawał się jednak jej zachowaniem zupełnie niewzruszony. Jakby to wszystko, co zrobiła, było całkiem naturalne. Zresztą... dla niego było.
- Jeszcze nie wiesz jak mocne... - mruknął bardziej do siebie, niż do niej. Jego oczy zaś pochłaniały kolejne centymetry jej delikatnej skóry. Mężczyzna nie potrafił się już dłużej hamować. Złapał mocno Lisę i przyciągnął ją do siebie, tym razem już nie bawiąc się w ceregiele. Wpił się w jej usta, zapraszając do erotycznego tańca dwóch splecionych ze sobą języków. Wodził przy tym dłońmi po materiale sukienki, która niezwykle seksownie opinała się na ciele studentki. Wreszcie palcami złapał za prawe ramiączko tejże sukni i zsunął je tak, by przenieść swoje pocałunki od warg dziewczęcia, przez szyję, aż do odsłoniętego barku.
Zobacz profil autora
Lisa Lengton
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 09/11/2014

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   Sro Lis 12, 2014 1:32 am

Sama pozwoliła losowi na takie zagranie. Mogła się jeszcze wycofać, ale nie. Podbiła okazję do mocnego pocałunku, który miał tylko zostawić ślad swej bytności... i jak zwykle mogła przewidzieć, że skończy się to zupełnie inaczej. Chociaż... chyba sama tego pragnęła poniekąd. I miała za swoje. Przyjęła jego wargi dość zaskoczona. Początkowo chciała z tym walczyć, lecz pod upływem minut stawała się coraz bardziej uległa. Niepewnie rozchyliła wargi i pozwoliła im językom spleść się w niesamowitym tangu, który zapierał Lisie dech. Dawno nie całowała się tak namiętnie z mężczyzną... kimkolwiek tak w sumie. Współgrała z jego wargami, a gdzieś w podbrzuszu narodził się żar... niesamowity żar, który pragnął wybuchnąć. Połozyła dłonie na dłoniach Michaela i sunęłą wraz z nimi po swojej zwiewnej sukience. Zagryzła wargę Bennetta w odwecie. Wzięłą głęboki wdech, gdy przeszedł na jej szyję i ramiona. Lęk zapukał do bram jej serca. Nie powinna do tego dopuszczać...
-Michael... nie powinnam... ja... -zaczęła z siebie wydawać pojedyncze słowa, ale kolejne pocąłunki obierały jej zdrowe myślenie. Westchnęła cicho, czując potęgujące uczucie zadowolenia płynące z tych buziaków. Chciała więcej, ale się bała....
Zobacz profil autora
Michael Bennett
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 07/11/2014

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   Sro Lis 12, 2014 1:41 am

Lisa zachowywała się niekonsekwentnie. Najpierw sama kusiła los, a później obawiała się tego, co się stanie i zaczynała hamować Michaela. Ten zaś, rozpalony do granic możliwości, nie przypuszczał, że nie dostanie tego, czego oczekiwał. Kiedy wytyczał wilgotną ścieżkę po delikatnej skórze panny Lengton, dochodząc aż do barku, czuł narastające podniecenie. Nie potrafił oprzeć się pokusie. Temu niewinnemu ciału. A jednak, coś go nagle otrzeźwiło. A mówiąc dokładniej, nie coś, a głos tego nieziemsko pięknego dziewczęcia. Kolejne słowa wypływały z jej ust z niemałym opóźnieniem. Na zmianę, pomiędzy pocałunkami składanymi przez Michaela. Bennett zrozumiał, że coś jest nie tak. Nie powinna... ale dlaczego? Czyżby nagle załączyła jej się w głowie ostrzegawcza lampka mówiąca "nie znamy się za dobrze, nie chcę wyjść na latawicę"? Błagam, nie byli w gimnazjum, by ograniczać się do takich stereotypów. Czy oboje nie chcieli poznać swoich ciał? Cóż... mężczyźnie nie przeszło przez myśl, że Lisa może być dziewicą i że może po prostu boi się zbliżenia.
- Nie chcesz? - zapytał niemal szeptem, również spoglądając jej śmiało w oczy. W jego twarzy nadal pozostawało jednak coś czarującego, coś zachęcającego, ale jednocześnie nie nachalnego. Wokalista zdawał sobie bowiem sprawę z tego, że nie wszystko musi iść zgodnie z jego myślami. Nie zamierzał przecież do niczego tej panienki zmuszać. Nawet, mimo tego, że ta brutalnie pozostawiała go niespełnionego.
Zobacz profil autora
Lisa Lengton
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 09/11/2014

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   Sro Lis 12, 2014 2:30 am

Podniecenie mroczyło umysł Lisy doszczętnie. Chciała, ale się bała... czekała, ale i się obawiała. Nie było złotego środka. Jednak Michael jej imponował. Chciała go czuć całą sobą, duchowo i cieleśnie. Miał wszystko. Sławę. Pieniądze. Mógł mieć każdą kobietą, ale wybrał akurat ją. A może chciał ją tylko zaliczyć? Kto to wiedział, chociaż.. czy starał by się tak o jednonocną zabawkę? Tego się obawiała i to bardzo, ale wiedza, że może zaznać spełnienia z rąk kogoś tak przystojnego, seksownego i popularnego... że ten ktoś zainteresował się właśnie NIĄ.
Przełknęła ślinę, czując, jak panika wlewa się do jej gardła. Ulec? Może jednak lepiej nie?
-Chcę! To znaczy nie.. Michael ja... -zająknęłą się mocno. Wzięłą głęboki wdech. Miała o tym mówić i narazić się na wstyd. Chwyciła obie dłonie Michaela, nie chcąc, aby odszedł.
Nie mniej, jej dłonie same zaczęły sunąć ku połom koszuli Bennetta i powoli, uparcie bawić się guzikami. Chciała zerwać tę koszulę z jego ramion.
Na nowo wpiła się w jego usta i rozpinała mu koszulę. Raz kozie śmierć Liso, jesteś już dużą dziewczynką....
-Bądź... bądź delikatny. Bo ja jeszcze nigdy... -szepnęła mu nieco speszona do ucha, ale zaraz okrasiłą to pocałunkiem w szyję. Mocnym. Zadziornym. Jednak jej ciało domagało się rozkoszy. Tu i teraz. Z doświadczonych rąk.
Zobacz profil autora
Michael Bennett
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 07/11/2014

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   Sro Lis 12, 2014 11:18 pm

Co z tego, że mógł mieć każdą? Zresztą... to wcale nie była prawda. Nie wszystkie kobiety traktowały go jak bożyszcze. Inne zaś, nawet, jeżeli podkochiwały się w jego scenicznej osobowości, nie potrafiły zaakceptować mrocznej strony jego natury. Poza tym, te wszystkie inne przestały się teraz liczyć. W tym momencie Michael pragnął tylko jednej - Elizabeth. A ta z kolei, mimo że wcześniej wodziła go na pokuszenie, teraz, jakby wycofywała się ze wszystkiego, co dotychczas zrobiła lub powiedziała. Obserwował uważnie jej zachowanie, szukając powodu, dla której strach zawładnął nad jej ciałem i duszą, nie pozwalając na śmielszy krok.
Jej słowa, a raczej pojękiwania, potwierdzały jego przypuszczenia. Obawiała się tego zbliżenia. Może potrzebowała czasu, a może stwierdziła, że w ogóle nie ma ochoty na zgłębianie znajomości z Bennettem. Tego jeszcze mężczyzna nie wiedział. Zaskoczony był jednak tym jednym wymownym gestem, kiedy dziewczyna złapała jego dłonie, jakby w nadziei, że nie odejdzie. Co więcej, wpiła się zaraz w jego usta, powoli rozpinając jego koszulę. Ten sygnał wydawał mu się już nad wyraz podejrzany, a mężczyzna zastanawiał się teraz, czy w ogóle powinien wciągać tę niewinną piękność do swojego świata. Chyba jednak nie. Szczególnie po tym, jak usłyszał kolejne słowa.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, że jesteś dziewicą?! - niemal oddzielał każde kolejne słowo, zachowując się zgoła inaczej, niż do tej pory. Odsunął się, zapinając guziki koszuli i sięgnął po szklankę whiskey, upijając kilka łyków. Cóż... dlaczego Lisa nie mówiła mu o takich rzeczach? Może dlatego, że wcześniej o nie nie pytał? Przez chwilę musiał jednak przywrócić myślenie na bardziej logiczne i odpowiednie tory. Westchnął ciężko, siadając przy stole i drapiąc się po skroni. Nie wiedział, co powinien zrobić, bo nigdy wcześniej nie znalazł się w takiej sytuacji.
- Nie jestem odpowiednim mężczyzną dla Ciebie. Przepraszam, że Cię w to wciągnąłem. - przyznał wreszcie po krótkim namyśle, choć i te słowa nie brzmiały dobrze nawet w jego głowie. Czuł, że zachowuje się zupełnie tak, jak i facet, który nad ranem, po upojnej nocy, wychodzi bez słowa i ślad po nim ginie. Chciał, zresztą, dorzucić parę słów wyjaśnienia do swojej niezbyt przyjemnej wypowiedzi, ale jak mógł jej to wytłumaczyć? Że nie bawią go czułości ani delikatność? Że jest niezaspokojonym fetyszystą, który w anielskiej studentce myślał, że odnajdzie swój obiekt westchnień? Takie stwierdzenia mogłyby tylko podwoić bolesną dawkę wyznań.
Zobacz profil autora
Lisa Lengton
avatar
Liczba postów : 21
Join date : 09/11/2014

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   Sro Lis 12, 2014 11:57 pm

Powoli, bardzo powoli jej kobieca natura się budziła i odrzucała na bok strach. Jej kobiecość domagała się uwolnienia z okowów czystości, pragnęła męskiego dotyku, który niegdyś tak bardzo ją skrzywdził i wywołał te uprzedzenia. Nie zachowała dziewictwa z przekonań, raczej ze strachu. Miała tyle okazji by je stracić, a jednak... coś ją blokowało. Teraz przy Benecie było podobnie, lecz mocne postanowienie, że z kim jak z kim, ale pierwszy seks z niezwykle przystojnym, utalentowanym i sławnym piosenkarzem to musiało być magiczne przeżycie. Lisa była nim oczarowana do tego stopnia, że była w stanie mu się oddać. Właśnie. Chciała go tylko naprowadzić, by uważał na początku, by nie zraził ją jakoś bardzo do seksualnego zbliżenia. Zawsze sądziła, że gdy facet dowiaduje się, że jest pierwszym to jest to dla niego zaszczyt i nagroda. Tak to potraktowała teraz. Jednak wyraźnie Michael przyjął to zgoła inaczej. Lisa odsunęła się zaskoczona od Michaela, słysząc jego - dla niej - dziwne pytanie. Zamrugała speszona, ale jednak jakieś mocne strony jej charakteru pragnęły się odszczekać.
-No wybacz, nie mam w zwyczaju rozpowiadać po okolicy na temat stanu mojej pochwy. -odpowiedziała dość oburzona tą reakcją. Całe podniecenie gdzieś uleciało, a w głowie pojawiło się uczucie wstydu i zażenowania. Mogła się tego spodziewać. Nie powinno nigdy do tego dojść. Kąciki oczu zaszczypały ją niemiłosiernie.
-W takim razie lepiej będzie, jak w ramach zadośćuczynienia stąd wyjdziesz. -odpowiedziała lekko zmienionym głosem. To był definitywny i smutny koniec tej znajomości. Według niej.
-I nigdy więcej mnie w nic nie wciągniesz. -dodała, czujac napływające do oczu łzy. Przygryzła jednak język i w porę się opanowała. Odwróciła się tyłem do Bennetta i zebrała do rąk Arethę. Wolała patrzeć na kota niż na... Bennetta.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Kampus uczelni   

 

Kampus uczelni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: 
Archiwum
 :: Rozgrywki archiwalne :: L&M
-